-
Czytacz: Szczęśliwi ludzie, szczęśliwy widz (“Szczęśliwi ludzie. Rok w Tajdze, reż. Werner Herzog, Dimitrij Wasiukow)
Ten film będzie wyjątkowym przeżyciem także dla tych którzy nie sa dokumentowariatami (jak np. ja).
Dokumentalna twórczość Herzoga ma charakterystyczną formę i unikalną jakość. U niego “gwiazdami” są temat i przestrzeń. Nie bawi się w formalne gierki, czy telewizyjny z ducha montaż, dominujący w popularnych amerykańskich dokumentach, ani w efekciarstwo w stylu Moore’a. Do antropologicznego spojrzenia rodem z obrazów Glawoggera dodaje kroplę czysto ludzkiej ciekawości. Lubię ogromnie Herzoga - dokumentalistę. Nie pamiętam jednego jego dokumentu, który nie wydawałby mi się doskonały.

Kamera obserwuje niezwykłe krajobrazy w skupieniu i z należnym szacunkiem. Skomplikowane ujęcia, czy efekty specjalne są tu zbędne – tak bardzo nasycony niesamowitością jest sam obraz. Majestat i zapierające dech w piersiach piękno zmieniającej się na przestrzeni dwunastu miesięcy przyrody wyczarowują efekt, jakiego nie uzyskałaby najbardziej zdeterminowana grupa grafików. Tajemnica tego niezwykłego, mało znanego mikrokosmosu kryje się w zbliżeniach powoli rozkruszającej się kry, wzbijającym się śnieżnym pyle, przez który przedziera się biegnący pies. Jest w migoczącej w słońcu spienionej rzece, w jej podwodnym bogactwie ryb. W dźwiękach ciosania czółna i niemal wyczuwalnym zapachu dymu, w którym wędzą się dorodne szczupaki, gwarantujące przetrwanie zimy. Te malarskie wizerunki komplementuje subtelna, organiczna muzyka, która otula film i pomaga mu płynniej osiąść w emocjach widza.“Szczęśliwi ludzie…” łączą kontemplacyjność “Dzwonów z głębi” z brutalnością “Grizzly mana”. Niektórym widzom scena wizyty statku w maleńkiej Bakhtii przypomni “Fitzcarraldo”, jego gęsty absurd, osadzony w blokach startowych przez życie.
(foto: http://www.straight.com/article-558861/vancouver/happy-people-year-taiga)